Hmm…

Mając więcej czasu zrobiłem mały eksperyment. Poświęciłem dwa dni na swego rodzaju porównanie. Omijając szerokim łukiem „moją” pstrągową rzeczkę od trzeciej dekady lipca zeszłego roku – przypomnę – najpierw nastąpił „znikąd” desant hybryd, potem wysyp ludzi bez skrupułów za to z wędką , a na koniec miała miejsce przebudowa lokalnej oczyszczalni, która, jak trafiłem chyba w sam środek największych prac, wyglądała groźnie dla rzeki i jej mieszkańców [tzn. tych nielicznych i niestety niewielkich kropków, które przetrwały wcześniejsze kataklizmy, bo majowe i czerwcowe wypady pokazały, że z licznych około wymiarowych ryb i częstych trzydziestaków, nie zostało prawie nic]. Zniechęcony takim stanem rzeczy, już do końca sezonu tam się nie pokazałem, by oszczędzić sobie frustracji. Byłem więc niezwykle ciekaw, co też spotka mnie na ulubionym odcinku, bo postanowiłem teraz tam się wybrać, choć w rozmowie z nielicznymi, którzy odważyli Czytaj więcej [...]

Świat według działacza…

Odbyło się właśnie zebranie w kole, do którego należę. Było ciekawie, nawet bardzo, momentami, dla mnie nieco surrealistycznie. Nie powiem – szedłem trochę pod ciśnieniem, bo dotarły do mnie fakty i to z pierwszej ręki, od człowieka ze ścisłego grona z zarządu okręgu, który „puścił farbę” w temacie operacji finansowych, jakie podjęto. Mogę się tylko domyślać, co nim kierowało, jednak bardziej przygnębił i wkurzył mnie fakt, że dysponuje się potężnymi kwotami ze składek szeregowych wędkarzy, bez żadnych konsultacji i po cichu. Miałem nawet podejrzenie, czy to nie próba „wkręcenia” mnie w fikcyjny temat. Nie mniej, krótko po tym w internecie ukazały się, na co najmniej dwóch forach zapytania o takie wydarzenie, przy czym rzecznik PZW nie zdementował tego, tylko powiedział, że oczekują w Warszawie spływu podsumowań finansowych okręgów. Biorąc pod uwagę fakt sporu na linii PZW - ministerstwo sportu i wszelkie wychodzące na światło Czytaj więcej [...]

Jak może być….

Nie napiszę jak powinno być, bo nie zjadłem wszystkich rozumów. Poniżej znajdziecie coś w rodzaju podsumowania, wniosków z porównania poszczególnych systemów wędkowania w Europie. Jak zapewne zauważyliście, nie odniosłem się do wędkarstwa na Ukrainie czy Białorusi. Nie była to decyzja tendencyjna, żeby nie pokazywać, że są miejsca gdzie sytuacja wędkarzy jest gorsza niż w Polsce, tylko uważam, że nie ma co porównywać się ze słabszymi, tylko trzeba to robić z lepszymi. Wtedy jest szansa na jakiś progres. Zapewne będziecie mieć inne pomysły wynikające z poznania zasad wędkowania w innych krajach. Być może z niektórymi moimi spostrzeżeniami się nie zgodzicie. Od razu powiem, że momentami będzie „politykiersko”, bo niestety wędkarstwo u nas jest upolitycznione, choć w sposób rewelacyjnie zakamuflowany. Jaka zresztą dziedzina u nas nie jest polityczna? Może wyrób bombek świątecznych w jakiejś małej, prywatnej firmie nie jest. Osobiście Czytaj więcej [...]

Jak to tam działa ? – Dania

Czym różni się wędkarstwo w Danii od naszej siermiężnej niestety „rybałki”? Ano, wierzcie lub nie, ale głównie tym, że dyskusje na temat „zabierać ryby, czy wypuszczać” budzą wprawdzie identycznie silne jak u nas emocje, ale spory te dotyczą wyłącznie pstrągów, łososi i troci… Po prostu Duńczycy rzadko zabierają szczupaki, okonie czy sandacze, a z innymi rybami, to nikt się nawet nie wygłupia. Pewien Amerykanin, który łowił w Danii i jakiś czas pracował w tym kraju, powiedział tak: „no kill” nie jest powszechne w tym kraju, jednak widziałem bardzo dużo łososi, które po złowieniu wypuszczono”. To daje do myślenia. Organizacja tego hobby w Danii ma wiele rozwiązań oryginalnych w stosunku do innych krajów, a polega to na tym, że poza oficjalnymi przepisami, funkcjonują tam powszechnie przestrzegane zachowania zwyczajowe. Opierają się one głównie na założeniu, że każdy chce komfortu, więc zachowujmy się tak, jakbyśmy sami Czytaj więcej [...]

Plan minimum…

Niewielkie mrozy wróciły. Roztopowa woda zeszła. W piątek, tak dla spokoju sumienia rzucam okiem jak jest. W pobliskim ciurku woda płynie tylko minimalnie „trącona”, choć sporo podniesiona. Ale planów nie mam. Mania wielkości i próżność jest nie do okiełznania. Pokazanie niby to przypadkiem  konkretnej okładki znajomym na półce z nowościami w Empiku mile łechce samopoczucie… A tak naprawdę lubimy z kumplami grać. Czasem żałuję, że żaden z nich nie wędkuje. No i zaczynamy pracę nad czwartą płytką. Trochę się boję, że na ryby nie będzie tyle czasu, co rok temu. Sobota rano. Wstaję bez ciśnienia, wszak na 10.00 zaplanowana jest próba. Na termometrze minus 3 stopnie. Żądza podchodów za czymkolwiek z łuskami śpi więc spokojnie. Tymczasem tuż po dwunastej jestem w domu. Wracałem już w dziwnym napięciu i mimo lekkiego ogłuszenia [kolega nie potrafi grać cicho na bębnach], prawie słyszę jak spadają wszędzie kropelki z roztopionego Czytaj więcej [...]

Zaliczyłem dwa… :)

Z wytęsknieniem czekałem odwilży. Pewnie takich było wielu. Aura w swej łaskawości jakby wysłuchała życzeń. Początkowo. Ostatni tydzień stycznia. Półmetrowe sople przed moim oknem odpadają, nie mogąc się już utrzymać. Nareszcie wyraźnie na plusie. Niby biorę pod uwagę, że popłynie szara, pośniegowa woda, ale... Tymczasem 30-go, przynajmniej u mnie ma miejsce godzinne oberwanie chmury. Woda ledwie mieściła się między krawężnikami. Pamiętam potężne odwilże, ale nie taki deszcz w środku zimy. Kolejnego dnia około 12.00 jest 9 stopni na plusie. Mży. Co z tego, że dostałem zgodę na urwanie się z dwóch godzin z pracy w pierwszy dzień lutego w zamian za odrobienie ich w następnym tygodniu. Idę dla spokoju sumienia rzucić okiem na pobliską rzeczkę. Taki test. Bynajmniej nie ona miała być polem działania. Krótkie spojrzenie i w tył zwrot. Woda podniesiona o 100%. Kolor – kawa z dużą ilością mleka. Przejrzystość dla ludzkiego oka 0,00cm. Czytaj więcej [...]

Jak to tam działa? – Belgia

W omawianym kraju w roku 2012 przetoczyła się przez środowiska wędkarskie istna burza. Dotyczyła dramatycznej sytuacji szczupaka na terenie tego państwa. Przyczyny takiego stanu rzeczy są jak wszędzie: zanik tarlisk w wyniku udrażniania szlaków żeglownych, które mają dość duże znaczenie dla transportu Belgii, brak umiaru w zabieraniu ryb, zbyt małe limity i wymiary ochronne itd… Pomysły były różne. Od wprowadzenia zakazu połowu tych ryb na przynęty naturalne, przez wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych, wprowadzenie bardzo wysokiego [70cm] wymiaru ochronnego, do zupełnego zakazu zabierania tych ryb przez okres kilku lat. Z tego co wiem, to trwa analiza sytuacji i szczególnych zmian nie wprowadzono w skali całego państwa, bo już poszczególnych regionów - tak. Dlaczego o tym piszę? Na forum Frankofońskiego Związku Wędkarskiego Belgii poświęciłem sporo czasu na przyjrzenie się takiej dyskusji. I tam pojawił się wpis, jakiegoś bardzo zatroskanego Czytaj więcej [...]