Sezon minął…

Jednak się nie udało. Nie było pozytywnego zamknięcia sezonu, jak rok temu. Lekka odwilż dała na chwilę odetchnąć co większym obszarom rzek, nie mniej małe kałuże, starorzecza nadal skute lodem. Pokusiłem się o ostatnią, jak się okazuje w tym roku wyprawę z pontonem. Zdawałem sobie sprawę, że szanse nieduże, szczególnie w momencie, gdy woda przez 10 dni była pokryta lodem. Nawet fakt, że planowany wyjazd wypadł w dzień przed pełnią, że zjechało ciśnienie nie zniechęcił mnie. Zmartwiła mnie zaś zmiana aury: już wieczór dnia poprzedzającego wyjazd, zaczęło u mnie nieźle dmuchać, a to co było następnego ranka… Można było latać. Notoryczny wiatr po 35-40km/h z porywami po 50km, powodował, że nie tylko ciężko się rzucało, ale pływanie na silniku, wymagało poświęcenia. Nawet pływanie w skos fal, niestety dość dużych - wlewało mi sporo wody w „balię” i tak od pół uda po kolana, byłem całkiem mokry. Na tej wysokości Czytaj więcej [...]

Drapieżna wzdręga

Zapraszam do obejrzenia filmiku z łowienia wzdręg. To niedługi materiał – zaledwie 18 minut. Pozwoliłem sobie trochę po mędrkować i pokazać w realu przynęty i całość sprzętu jaki używam. Zaprezentowałem także łowisko – bardzo nietypowe, bo to fragment Wisły z pokaźną głębokością. Trochę się zmartwiłem, ponieważ od niedawna można obejrzeć film na temat łowienia tych ryb z Robertem Czebotarem w roli głównej. Moje obawy nie brały się z jakiegoś rodzaju konkurowania czy rywalizacji, ale zazwyczaj profesjonalne ekipy mają dostęp do dobrych łowisk, czas i sprzęt, no i sam prowadzący wspaniale i barwnie opowiada o tego rodzaju spinningu – polecam wszystkim. Wracając do moich obaw: były jednak bezpodstawne. Moje łowisko – śmiem twierdzić – jest jednak unikatem w skali naszego kraju. Obecnie uważam, że takich fragmentów rzek może być znacznie więcej i może się okazać, że krasnopiórki niekoniecznie są aż tak związane z wodami Czytaj więcej [...]

Dobry jest każdy kolor, pod warunkiem, że…

…to czerwony. Jak widać długo nie ma co deliberować w temacie gustów wzdręg. Kilka jednak uwag mi się nasuwa, odnośnie drugiego obok boleni, mojego ulubionego gatunku. By być w zgodzie z prawdą, należy nadmienić, że krasnopióry podpływają do każdego, małego obiektu jaki zobaczą. Kolor ma i zarazem nie ma znaczenia. Kwestia tylko, czy zwróci uwagę ryb. A trzeba przyznać, że czerwony ma tu priorytet i chyba tak jak boleń koncentruje oczy na stonowanych, naturalnych barwach, tak dla wzdręgi czerwień i jej odcienie ma siłę magnesu. Nie mam pojęcia tylko czemu. I jeszcze jedno: zasada ta dotyczy wyłącznie małych, bardzo małych przynęt. Wszelkie konwencjonalne, albo inaczej: powszechnie stosowane wabiki w kolorze czerwonym niekoniecznie już cokolwiek wnoszą. Jak widać, nie działa tu reguła kolorystycznego uniwersalizmu przynęt dla rap. Zacznę od gumek. Uwaga pierwsza. Nie jest to dobra na te rybki przynęta. Ripperki są raczej nieskuteczne; nawet najmniejsze Czytaj więcej [...]

Bardzo zdecydowany gust

Boleń to dziwna ryba. Charakteryzuje się w naszym kraju jakąś szczególna „regionalizacją” zachowań. Mam na myśli przyzwoitą aktywność tego gatunku nawet późną jesienią, tyle, że dotyczy to, jak przeanalizowałem sobie zgłoszenia złowień tych ryb do kilku tytułów wędkarskich czasopism w ostatnich siedmiu latach – dolnej i środkowej Odry. Przytłaczający procent. Zgłoszeń ze środkowej, południowej i wschodniej Polski z okresu październik – grudzień prawie nie ma... Sam się o tym przekonuję. Oczywiście biorę pod uwagę, że rapa w listopadzie nie będzie siedzieć w centrum kipieli. Moim zdaniem te największe okazy, nawet latem niekoniecznie lubują się w takich miejscach. Raczej blisko tego rodzaju miejscówek, na ich obrzeżach. W tych najdzikszych prądach zazwyczaj łowię sztuki do 60-ki. Owszem, zdarzyło mi się złowić te ryby w październiku, jednego, ale słownie jednego w połowie listopada i to w nietypowym łowisku [starorzecze], Czytaj więcej [...]

Może jeszcze nie ostatni raz w tym sezonie

Wprawdzie łudzę się jeszcze, że mająca miejsce 1 grudnia wyprawa na ryby, nie była ostatnią w tym roku, to jednak równocześnie powoli godzę się z faktem, że ten sezon się skończył. Biorąc pod uwagę aurę, można się śmiało nastawiać na łowienie spod lodu, tyle, że jakoś nie zamierzam próbować. I wcale nie obawiam się zimna. Obejrzałem nawet kiedyś naprawdę dobry film, który wręcz mnie zachęcił. No i boję się, że mógłbym iść w tę stronę, a i tak mnóstwo czasu poświęcam temu - [to oczywiście subiektywna opinia] najwspanialszemu hobby na świecie... O świcie 1 grudnia pomstowałem na marna pogodę, nie zdając sobie sprawy jakbym chwalił taką aurę obecnie. Nad wodą byłem jeszcze po ciemku, ale zaledwie dwa stopnie na plusie po nocnych opadach śniegu z deszczem, spowodowały, że rozkładałem się w ślimaczym wręcz tempie. Do tego jak zaczęło szarzeć, zaczął mnie zagadywać jakiś wędkarz, instalujący gruntówki na brzegu. I Czytaj więcej [...]

Czy naprawdę wielbiciel kolorów?

Zaznaczam, że ostatnie teksty nie dotyczą pierwszoplanowo najskuteczniejszych przynęt na dany gatunek, tylko odnoszą się do najskuteczniejszych kolorów i czy skuteczność danej barwy sprawdza się w rożnym typie przynęt. Ta cześć dotyczy okoni. Zacznę od opinii, która przez wielu może zostać odebrana jak herezja, nad herezje. Uważam, że poza jednym typem łowisk, [który opisze na końcu], ta mocno akcentowana wrażliwość okoni na kolory, wymuszająca posiadanie szerokiej kolorystyki przynęt, jest…przesadzona. I to mocno. W zasadzie można się obejść czterema kolorami. Biały, cytrynowy [seledyn], motoroil i żółty są w stanie zadowolić ryby prawie wszędzie. Argument mam taki, że o ile okonie nie reagowały na powyższe barwy, to jak zaznaczyłem, poza jednym typem łowiska, nie reagowały także na żaden inny kolor. Skąd, zatem ta fama okonia – wielbiciela praktycznie wszystkich barw, sądząc po ofercie firm? Otóż w naszej krajowej rzeczywistości Czytaj więcej [...]

Kolory, kolory – brzana

Ciąg dalszy rozważań odnośnie preferencji kolorystycznej poszczególnych gatunków poświecę wąsatym. Brzana nie jest rybą, którą łowię często, szczególnie w ostatnich dwóch latach. W tym roku nie złowiłem ani jednej. Dlaczego? Odpowiedź jest niezwykle prosta: zanim skończył się okres ochronny, ryby te zostały wybite, na najczęściej odwiedzanym odcinku. Tak jest z resztą, co roku, a dodatkowo bardzo mała woda spowodowała, że ryby były bezradne. Jest jeszcze jedna przyczyna takiego stanu rzeczy. Uczciwie mówiąc, tegoroczny ciąg tarłowy brzan był tak mały, że śmiem twierdzić, że go nie było… To dlatego gatunek ten łowię najczęściej przypadkiem, przy polowaniu na klenie w okresie kwiecień – maj. Nie mniej może nie ilość ale regularność i powtarzalność złowień jest na tyle stała, że o jakichś regułach można bez obawy mówić. Z dziesięć lat temu nastawialiśmy się z kolegą na te ryby specjalnie, także nad Wisłą, ale całkiem Czytaj więcej [...]

Ryby ze szronu i mgły

Pisząc poniższe podsumowanie, z lekkim lękiem spoglądam to za okno, to na spakowane manele na jutrzejszy wyjazd. Nastawiam się pierwszy raz tak na poważnie w tym roku, na dużego okonia. Pogoda jaka nadeszła, nie wygląda na zachęcającą. Mży, a w nocy zanosi się na mróz…Kolega dzwonił parę godzin temu: trafił [jak to zwykle bywa przed pierwszym, prawdziwie zimowym już mrozem] na fenomenalne brania pasiaków. Wprawdzie łowisko nie obdarzające większymi okazami, ale za to ilościowo… Marzenie. A kolega nie należy do bajkopisarzy. Ze względu na aurę wytrzymał tylko do południa, ale i tak mu zazdroszczę. Obawiam się, iż jutro rano może w ogóle zrezygnuję? Jakiś „tekst temu” napisałem, że z drugiej połowy listopada zrobię jedno podsumowanie, zamiast Was zanudzać kolejną relacją z lepszych lub gorszych brań okonków. Cóż, szczególnych rewelacji nie mam, nie złowiłem nic, co by było dużym powodem do wędkarskiej radości. Duża częstotliwość Czytaj więcej [...]