Ostatnie takie kolory

Tego roku chyba naprawdę ostatnie. Jeśli trafi się podobna aura, to prawdopodobnie drzewa będą już przetrzebione z liści pierwszymi mrozami. Ten weekend, to były takie ostatki. Od kilku dni wiedziałem, że na wiele nie ma co liczyć. Czwartek i piątek kolega pływał zawzięcie, ale wszystko wskazywało na to, że bardzo słoneczne i ciepłe jak na tę porę roku dni, do tego przy paskudnej wschodniej cyrkulacji, choć dającej wspaniałą dla turystów aurę, po pierwsze chyba rozleniwiły ryby, po drugie rozproszyły, powoli zbijające się na zimę w stada poszczególne gatunki. Rozpoznanie kolegi wskazywało na to, że cokolwiek dzieje się wcześnie rano, do około 8.00, a więc w sumie niewiele tego jest – świt mniej więcej o 6.30, więc półtorej godziny. A i te 90 minut, to sporadyczne brania. Pewnym zderzeniem z tymi informacjami, były wiadomości od ojca, który ze znajomym [także w czwartek], odwiedzili Wisłę, ale odcinek dość bystry i bardzo płytki. Czytaj więcej [...]