Na przekór prognozom

To był rzeczywiście dość szalony wyjazd. Biorąc pod uwagę pogodę, zanosiło się na wędkarskie samobójstwo. Wszystko za sprawą aury. Umówiliśmy się z kolegą, by kolejny raz odwiedzić starorzecze. Liczyliśmy na mocne, przedzimowe żarcie okonków i może czegoś więcej w przypływie łaski wody. Wyglądało, że będzie trudno: w planowanym rejonie, zapowiadano temperatury w okolicach zera, całkowite zachmurzenie, północny, lekki wiatr, dramatyczny spadek ciśnienia między 7.00, a 8.00, po czym powolny wzrost, oraz przelotne opady śniegu. Na dwa ostatnie czynniki liczyłem mocno: ten powolny wzrost ciśnienia, oraz śnieg – zawsze lepszy niż deszcz. Jeszcze o 22.00 poprzedniego dnia wszystko się zgadzało. U mnie padały wielkie płatki wraz z deszczem, ale takim symbolicznym. 5.00 rano. Podchodzę do okna. Szok. Leje jak sztuczna ulewa na starym filmie. Może nie ulewa ale uczciwy, rzęsisty deszcz. Jakaś masakra. Gdybym się nie umówił z Patrykiem i potem Czytaj więcej [...]

Kropla drąży skałę. Galeria C&R wita Piotra.

Niedawno nasza spławikowa drużyna została mistrzami świata. To rzeczywiście wielki sukces i bardzo duże osiągnięcie. Wszak podobno [nie śledzę zbyt dokładnie historii tej konkurencji wędkarskiej] zawody te były najliczniej, jak do tej pory obsadzone przez drużyny poszczególnych państw. Już słyszałem złośliwe komentarze. Z racji tego, że większe ryby żerowały bardzo słabo w czasie samych zawodów, punktowano głównie uklejkami. A jak wiadomo w Polsce uklejek jeszcze jest sporo, kadra ma na czym trenować, to nasi wygrali... Tak się składa, że wędkarze wypuszczający ryby, są bardzo często łowcami okazów, są po prostu skuteczni. Na szczęście są także świadomi sytuacji naszych dzikich wód, a często prezentują też zupełnie inny, moim zdaniem znacznie wyższy poziom wrażliwości. To w dużej mierze dzięki nim, inni miłośnicy wędkarstwa, mają szansę zmierzyć się z naprawdę sporą rybą. To dzięki takim postawom każdego roku w naszych Czytaj więcej [...]

Konkurs

Witam Wszystkich. Do zakończenia konkursu pozostało zaledwie kilka dni. Fotki można jeszcze nadsyłać do 31 października do godziny 24.00. Konkurs dotyczy najlepszego zdjęcia z momentu wypuszczania ryby. Zdjęcie może nadesłać każdy, nie tylko zwolennicy praktyki nie zabierania ryb. Istotne by były to ryby złowione techniką spinningową. Dlatego, niech wybaczą mi Ci, którzy przysłali zdjęcia [czasem wspaniałych okazów], ale złowionych innymi technikami i  te zdjęcia nie będą brane pod uwagę. Wynika to po pierwsze z tego, że nie chcę zmieniać formuły konkursu, a po drugie sam koncentruję się wyłącznie na spinningu i takiż jest też kształt tej strony. Typując najlepszą fotkę będę się kierować: - ogólnym, nazwijmy to pozytywnym wrażeniem estetycznym - okolicznościami połowu - gatunkiem wypuszczanej ryby - wielkością okazu Jeśli nie będę mógł podjąć jednoznacznej decyzji [na co się bardzo poważnie zanosi], w wyborze tego jednego Czytaj więcej [...]

Ostatnie takie kolory

Tego roku chyba naprawdę ostatnie. Jeśli trafi się podobna aura, to prawdopodobnie drzewa będą już przetrzebione z liści pierwszymi mrozami. Ten weekend, to były takie ostatki. Od kilku dni wiedziałem, że na wiele nie ma co liczyć. Czwartek i piątek kolega pływał zawzięcie, ale wszystko wskazywało na to, że bardzo słoneczne i ciepłe jak na tę porę roku dni, do tego przy paskudnej wschodniej cyrkulacji, choć dającej wspaniałą dla turystów aurę, po pierwsze chyba rozleniwiły ryby, po drugie rozproszyły, powoli zbijające się na zimę w stada poszczególne gatunki. Rozpoznanie kolegi wskazywało na to, że cokolwiek dzieje się wcześnie rano, do około 8.00, a więc w sumie niewiele tego jest – świt mniej więcej o 6.30, więc półtorej godziny. A i te 90 minut, to sporadyczne brania. Pewnym zderzeniem z tymi informacjami, były wiadomości od ojca, który ze znajomym [także w czwartek], odwiedzili Wisłę, ale odcinek dość bystry i bardzo płytki. Czytaj więcej [...]

Czas starorzeczy…

Zanim dopadło mnie przeziębienie zaliczyłem jeden, naprawdę długi dzień nad dość odległym starorzeczem. Złowiłem tylko czterdzieści rybek. Podkreślam – rybek, nie ryb. Jadąc nad tego rodzaju wodę nie oczekuję okazów. To są takie zabawowo -  eksperymentalne wypady. Liczy się ilość, a jak wpadnie jakiś bonus większego kalibru [czasem się zdarza], to jest super. Tym razem się nie zdarzył. Generalnie, to omijam tego rodzaju wody, chyba, że wiem, że są tam szczupaki, ale niestety nie mam monopolu na taką wiedzę i inni wędkarze też wiedzą o zębaczach. Niestety, bardzo, bardzo rzadko zwracają im wolność. Efekt taki, że kilka urokliwych starorzeczy Wisły, pomijamy z kolegami już trzeci sezon z rzędu. Kiedyś były tam zakamuflowane niezłe, jak na rozmiary bajorek szczupaki, [sześćdziesiątka nie byłą rzadkością, uciekła mi sztuka spokojnie siedemdziesiąt cm], nieliczne, ale przyzwoite okonie… Były. Najzabawniejsze, że nikt tam nie łowił, Czytaj więcej [...]

Ponton – by się nim cieszyć… [cz.II]

Od razu powiem, że jeżeli mam czas, to preferuję wiosła i jeszcze raz wiosła. Pomijam, że lubię tego rodzaju wysiłek. Inaczej sprawa wygląda przy pontonach motorowych - pływanie na nich tylko na wiosłach jest irytujące. Są powolne i niezgrabne. Zwykły, dobrze wyprofilowany ponton wiosłowy z całym ekwipunkiem o wadze z pasażerem, nie przekraczającej 100-120kg, przy bezwietrznej pogodzie po wodzie stojącej przemieszcza się bez wysiłku z prędkością 3km/h. Jak się zaweźmiemy, osiągniemy, jak pokazuje GPS - 5km/h. Dużo zależy tu od wiosła i jego pióra. Osobiście wolę pióro krótsze i szersze. Ale to może przyzwyczajenie. Gdybym wiedział, lub miał możliwość sprawdzenia w praktyce, tego, co napisze poniżej, to albo od razu kupiłbym ponton motorowy pod silnik, albo poprzestał bym na wiosłowym z założeniem, że pływam tylko na wiosłach [o tym, że w moim przypadku świadomie zrezygnowałem z silnika elektrycznego piszę poniżej]. Tak czy inaczej Czytaj więcej [...]

Ponton – by się nim cieszyć…

Zaczyna się czwarty rok, od kiedy pływam na pontonie. Można by rzec -  krótki okres. Zaledwie trzy sezony. Z drugiej strony, jak rozmawiam z wędkarzami, którzy też mają jakiś wodny środek transportu, to nieskromnie powiem, że mam spore doświadczenie w porównaniu nawet z ludźmi, którzy pływają na pontonach kilka lat dłużej. Powód jest jeden. Znaczna część osób korzysta z pontonu rzadko. Pływa od wielkiego dzwonu kilka dni podczas urlopu, czasem wypuszczą się w weekend na jakąś zaporówkę. Robią to raz –dwa razy na rok. Prawda jest taka, że jak w każdej dziedzinie, ogromne znaczenie ma częstotliwość. Dodatkowo na jakieś większe doświadczenie wpływa różnorodność łowisk. Jak na razie nie korzystałem z pontonu tylko na rzekach typu Skawa, gdzie od biedy można by i ponton w niektórych odcinkach wykorzystać –po prostu nie miałem takiej potrzeby. Pływam od maja, bo przepis na wodach PZW Kraków zabrania mi robić to wcześniej. Nie rozumiem, Czytaj więcej [...]

Ryby z metra kwadratowego

Ryby są nieobliczalne. Możemy dywagować o wpływie pogody, budować teorie itd. Na szczęście one mają swoje narowy, co może powodować, że w teoretycznie świetny dzień wychodzimy na zero, innym razem, w dniu, w którym poważnie zastanawiamy się nad wyjazdem, biorą jak zwariowane. Mój ostatni weekend był dowodem na takie rybie kaprysy. Z piątku mimo szczerych planów nic nie wyszło. Zostałem dłużej w pracy... Sobota. Pogoda na oko wspaniała: silny, momentami bardzo silny wiatr południowy i zachodni. Rano 11 stopni; około południa 24. Od 10.00 coraz więcej chmurek. Ciśnienie stabilne i że tak powiem - przeciętne jak dla rejonu Krakowa. Poza tym słońce, słońce, słońce. Mój ojciec uparł się na duży zbiornik, bo w tym roku jeszcze tam nie był. Odradzałem. Ostatecznie, pomimo mojego sceptycyzmu jedziemy. Osobiście wolę na duże wody stojące znacznie późniejszy czas [koniec października, listopad czy grudzień, jak pozwoli pogoda]. Nie twierdzę, Czytaj więcej [...]

Przemyślenia (nie tylko o pełni)

Witam wszystkich, szczególnie tych, którzy zabrali ostatnio głos w temacie wpływu księżyca. Sprawdziła się ta „reguła”? Chyba zbyt niewielu było nas tego dnia nad wodą, choć niektórzy może jeszcze nie napisali. Na razie z nadchodzących informacji wynika, że brak jednoznacznej odpowiedzi.Czyli nic nie można powiedzieć. U mnie było generalnie słabo, a  biorąc pod uwagę sprzyjającą pogodę [słonecznie, ale bez totalnej lampy – jakieś drobne chmurki były, stabilne ciśnienie i umiarkowany wiatr płn. – zach., no i w końcu po całej nocy deszczu, a nie deszczyku], to bardzo słabo, lecz w porównaniu z poprzednim weekendem i fakt, że realnie łowiłem tylko 4 godziny, to ilość kontaktów była większa niż 7 dni temu. Ze względu na późny powrót już w niedzielę, zebrałem się do wyjazdu dopiero tuż po południu. Tak naprawdę, sam sobie chciałem udowodnić, że będzie to pierwsza pełnia, która zaprzeczy wcześniejszym doświadczeniom. Po Czytaj więcej [...]