Umarł rekord, niech żyje nowy!

W zasadzie to nie wiem, od czego zacząć. Dawno tak nie byłem podekscytowany na rybach. Wszystko wskazuje na to, że znalazłem nową wzdręgową bonanzę. W sumie to słowno nawet pasuje, bo rybki naprawdę ze złota z odrobiną szmaragdu i rubinu. Po drugie, to, co zobaczyłem tam ostatnio spowodowało, że póki będzie ciepło, to nawet największe okonie jeziorowe mnie nie skuszą. Zostawię je sobie na październik i listopad, bo te krasnopióry, to już najwyższa półka w temacie tego gatunku, nie tylko, jak na polskie warunki. Ale do rzeczy. Po tym, jak w maju i czerwcu 2010r powódź unicestwiła poprzednią, jesienną ostoję wzdręg, przez kolejny sezon nie znalazłem nic szczególnego. Piękna, podłużna zatoka, przypominająca starorzecze, została jeszcze bardziej zamulona, a co najgorsze, woda aż do jesieni pozostawała niezdrowo mętna. Ryby chyba się wyniosły. Nie zaobserwowałem już tych wspaniałych stad, jak i nie złowiłem nic, co by cokolwiek wystawało Czytaj więcej [...]

Rekord

Co można zrobić, jak dzień wcześniej brały świetnie bardzo ładne okonie? Co z tego że tylko przez dwie godziny. A co dopiero jak ma się ostatnie trzy wolne dni? Mimo dość dużego zmęczenia zrywam się rano, by pozałatwiać, co trzeba z bieżących spraw, wyciągam grata z garażu i taszczę ponton z resztą ekwipunku. Niby tego nie lubię, często mi się nie chce, ale to taki dodatkowy czynnik, by nie gnuśnieć, nie rdzewieć, nie rozleniwiać się. Póki zdrowie pozwala. Kurcze, jeszcze parę lat temu z tej strony na to w ogóle nie patrzyłem. Dziś czasem żałuję tych wypraw, których nie odbyłem, bo mi się mniej chciało… Na wodzie jestem o 13.00. Pogoda od rana diametralnie różna od wczorajszej, a teraz to już lekki upał. Spokojnie 28 stopni. Odchodzą ostatnie chmury, robi się totalna lampa. Wiatru praktycznie nie ma, a jak się pojawi, to strasznie słaby, głównie południowy lub wschodni. Dziś jestem lepiej przygotowany: mam ten kij, co wczoraj – Czytaj więcej [...]

Piotr zasila szeregi C&R

W przypadku tej stronki, to może nie szeregi, a szereg. Super, że takich ludzi powolutku przybywa, także w realu. Takie mam spostrzeżenia na ostatnich wyprawach. Szczególnie, co wielokrotnie podkreślałem - ludzie młodzi są na to jakoś bardziej otwarci. Momentami zastanawiam się, dlaczego rzadko pojawiają się kolejni zainteresowani, zamanifestowaniem wypuszczania ryb, wszak tak chyba odbierane jest to, że przybywa nam kolejna osoba w galerii. Z jednej strony, mam wrażenie, że wiele osób utożsamia zdjęcie wędkarskie z wielką rybą na obrazku, a nie każdy takie ma. Z drugiej - na konkurs o najlepsza fotkę z momentu wypuszczania ryby, trochę tego się pojawiło, niektóre zdjęcia z całkiem sporymi okazani. Mam nawet faworyta, ale sporo może się zmienić jeszcze przez te kilka miesięcy. Inna sprawa, że ostatnio, jak patrzę, to ludzie nie mają sobie za bardzo z czym zrobić zdjęcie - tak mało łowią... Sam dzisiaj padłem ofiarą bezrybia. Sześć godzin i nic. Czytaj więcej [...]

Jesień w lecie

W sumie to miał być inny tytuł: „Jak w Finlandii”. Z czasem uznałem, że byłoby to jednak nadużycie, choć, co podkreślam - niewielkie, biorąc pod uwagę nasze realia. Najzwyczajniej, trafiliśmy na miejscówkę i porę żerowania  - głównie okoni, które jak na rzekę, zadziwiły nas swoimi rozmiarami. No chyba, że ktoś z Was zalicza ot tak, kilkadziesiąt brań garbusów [tu już celowo używam słowa „garbus”], gdzie średnia ryb to 30cm, a sporo ma trzy dychy z wyraźnym okładem. I wszystko w dwie godziny, w wodzie płynącej…Owszem, zdarza mi się tak, ale i to rzadko w jakichś większych i głębokich zbiornikach. Jeśli ktoś zalicza taką ilość kontaktów z wyraźnie ponad półkilowymi okoniami w rzekach, to zazdroszczę. Wystartowaliśmy o 7.00. Pogoda nas bardzo zawiodła. Ciepło nie dość, że nie wróciło, to jakoś w ogóle go nie było czuć. Rano ledwie 13 stopni. Ponuro jakby miał się skończyć świat. Wystawiam głowę za okno na czwartym Czytaj więcej [...]

Górskie i podgórskie klimaty – anonimowe cudo

Wybaczcie, że nie pisałem chronologicznie, ale postanowiłem najlepszą część wyprawy pozostawić na koniec. Otóż zanim pojawiliśmy się nad Wisłokiem w rejonie później odwiedzanego mostu, czekaliśmy w pewnej miejscowości, na właścicielkę gospodarstwa agroturystycznego, która była w swojej stałej pracy i na chwilę się z niej urwała, jadąc do nas, by otworzyć domek. Staliśmy na bezimiennej szutrowej dróżce. W równoległym do niej, dość głębokim jarze płynęło coś równie anonimowego. Taka maleńka rzeczka, naprawdę maleńka zważywszy jeszcze na duży ubytek wody z powodu upałów. Ponieważ nie ma cieku, którym pogardzę, by skrócić sobie czas oczekiwania, zszedłem w jedynym w miarę dostępnym miejscu nad sam brzeg. Oniemiałem. Biorąc pod uwagę rozmiary rzeczułki, bogactwo gatunków przypominało mi opowieści mojego ojca o rzeczkach pod Krakowem, tyle, że ponad pół wieku temu… Początkowo w żółtawej, ale jednak kryształowej wodzie Czytaj więcej [...]

Górskie i podgórskie klimaty. Wisłok – Wisłoka

Nie wiem, ale jakoś się zniechęciłem do Sanu na tym wysokim odcinku. W sumie, może powinniśmy zostać jeszcze jeden dzień i sprawdzić, co się dzieje w ujściu Osławy, gdy San jest już czysty. Postanawiam jednak odwiedzić Wisłok – rzekę, którą bardzo miło wspominam z ostatniego pobytu, było nie było szmat czasu temu. Nie wiem jak dziś, ale na tamtym, nizinnym rzeszowskim odcinku, mimo z obecnej perspektywy – kiepskiego podejścia, łowiłem całkiem sensowne ryby, choć może nieliczne. Tym razem zahaczam o Wisłok w znacznie wyższym biegu. Docieramy na kwaterę około południa. Do rzeki mamy 3 km na nogach. Zajmujemy lokum i mimo sporego upału, choć już mniejszego niż dwa dni wcześniej, udajemy się nad wodę. Często się używa określenia „rzeki Podkarpacia”. Jest to dość mylące, ponieważ wody te bardzo się od siebie różnią i nie tylko z wędkarskiego punktu widzenia, bo w tym przypadku, każdy wędkarz wskaże jakieś niuanse, każda Czytaj więcej [...]

Górskie i podgórskie klimaty – San

Właśnie powróciłem z wędkarskiego rajdu. Piszę „rajdu”, bo było to szybkie przemieszczanie się i trwało trochę krócej niż planowałem, ze względu na aurę. Z jednej strony jestem bardzo rozczarowany, z drugiej – ogromnie mi się podobało. Mam kolejny bagaż doświadczeń. Jakie są wstępne wnioski? Mam kilka: - po pierwsze ten, który powtarzam, jak mantrę; lepsza średnia lub nawet słaba woda, ale taka, którą świetnie znamy, bo częściej coś złowimy niż zejdziemy o kiju, niż na wodzie nieznanej - mamy wizualnie przepiękne rzeki, które niestety w przytłaczającej większości są pustawe - nastawienie ludzi do wędkarstwa jest totalnie kulinarne w skali ogółu, co jest jednym z powodów, dla których jest jak powyżej - jeśli się dobrze poszuka i poświęci czas, to znajdziemy „wodny skarb” i przeżyjemy rewelacyjne momenty - jako tako bronią się duże rzeki na ich nizinnych odcinkach, dlatego z obecnej perspektywy uważam, że lepiej bym Czytaj więcej [...]

Polska klanowa, Polska kastowa…

Taki między innymi kawałek gramy na koncertach. Nie mam wątpliwości, że muzyka jest raczej niszowa, więc aplauz budzą chyba słowa, a to świadczy o tym, że ludzie są nieźle wkurzeni. [Jak ktoś chce, może wpisać sobie na youtube i posłuchać]. Doczekaliśmy czasów, w których mamy hermetyczne kasty elitarnych zawodów i klany rodzinne obsiadające rozbuchane, państwowe instytucje. Żyjemy w świecie półprawd, wielu prawd i wszelkich „nie da się”. Nasza rzeczywistość toleruje wszelkie idiotyzmy: prawne, ustrojowe, choć komplikują nam życie w sposób niezrozumiały dla krajów, może nie idealnych, jednak oferujących swoim mieszkańcom daleko bardziej przyjazny klimat. Oczywiście, mam świadomość, że są miejsca koszmarne w porównaniu z Polską, jak choćby jakaś Somalia, czy inny Mozambik. Nie wiem jak Wy, ale mnie to jednak ani nie zadowala, ani nie uspokaja. Może ktoś powiedzieć, że jestem malkontentem – dla mnie będzie to człowiek, który Czytaj więcej [...]