Polemika

Kilka dni temu otrzymałem dłuższy mail, będący niejako odpowiedzią na moje, krytyczne w ostatnich miesiącach słowa pod adresem PZW Kraków. Uznaję to za komplement pod adresem mojej strony, ponieważ jakkolwiek tekst dotyczy stanowiska jednej osoby, jednak pracującej przy zarządzie Okręgu Krakowskiego, co dla mnie oznacza, że moja pisanina zatacza coraz szersze kręgi i zaczyna być opiniotwórcza. Za zgodą autora zamieszczam cały list, ponieważ myślę, iż wielu z Was chętnie zapozna się z takim punktem widzenia, tym bardziej, że treść jest pisana wg mnie w dobrym duchu i w dobrej intencji, choć ja inaczej interpretuję przedstawianą rzeczywistość. Nr telefonu i adres mailowy autora zachowałem do mojej wiadomości ponieważ, nie wiem czy Pan Maciej życzyłby sobie bym je upublicznił. Maciej Kluba Szanowny Pan Adam Kozłowski, wedkarskiewakacje.pl Szanowny Panie, Na wstępie wypada mi napisać, choć kilka słów o sobie. Jestem wędkarzem, z tej samej Czytaj więcej [...]

Pstrążki potokowe – mikrojig

Zamieszczam pierwszy film. Dotyczy, fenomenalnej moim zdaniem metody, łowienia pstrągów na mikrojigi. W moim przypadku są to naprawdę małe przynęty 12-15mm. Łowienie takie jest dość powolne i z tego względu dla ludzi trochę bardziej cierpliwych, ale pozwala wyłuskać rybki w miejscach/rzeczkach płytkich lub porze dnia w której ciężko skusić je czymś innym. Mikrojig ma tę jeszcze przewagę, że w moich przynajmniej stronach, nigdy nie widziałem wędkarza z tego rodzaju wabikiem, co przekładało się na liczne brania. To, co przedstawiam, to kompilacja z 2-3 krótkich wypadów. Oczywiście dwie osoby na pstrągach to o jedną za wiele, mimo, że jedna nie łowiła, lecz dotarcie na miejsce, człowieka, który nie chodzi na co dzień po chaszczach i błotach, powoduje trochę hałasu; podobnie ustawienie się na stanowisku by coś sfilmować. Udało się pomimo tego uchwycić brania i hole dwóch rybek miarowych [32cm obydwa] i kilku pod wymiar oraz bez mała kilkadziesiąt Czytaj więcej [...]

Konkurs

Przypominam o konkursie na najfajniejszą fotkę, dotyczącą momentu wypuszczania ryby. Zdjęcia ciągle wpływają. Cieszy mnie to, bo obserwując ostatnio wędkarzy w akcji, to nie za bardzo było, co fotografować. Choć jeszcze raz podkreślam: wielkość ryby nie ma aż takiego znaczenia. Zależy mi na propagowaniu umiaru w zabieraniu ryb, a najlepiej wypuszczaniu wszystkich. Jeśli ktoś zabiera ryby, a akurat tę jedną wypuści i przyśle zdjęcie - super. Nagrodą jest kij spinningowy. Termin nadsyłania zdjęć upływa 31 października 2012r. Ogłoszenie wyniku konkursu - do 15 listopada. Zdjęcia proszę wysyłać na adres: wedkarskiewakacje@gmail.com Zachęcam także zdeklarowanych zwolenników C&R do dołączenia do naszej galerii pozytywnie zajawionych. Wprawdzie zdarzają się głosy, że to fanatyzm itp., ale przez nas ryb na pewno nie ubywa, więc bycie w galerii chyba ujmy nie przynosi. Szczegóły w podstronie „jesteśmy elitą“. Zapraszam!!! Już jutro dodam Czytaj więcej [...]

Ponura diagnoza

W ostatni piątek poszedłem sprawdzić, jak jest w temacie kropków. To miał być taki ostateczny test. Byłem w międzyczasie parę razy – nie pisałem relacji, bo nie było o czym. Postanowiłem mocno się przygotować i zrobić cały odcinek. Wygospodarowałem bite 6 godzin, by spokojnie rozeznać sytuację i nie łudzić się więcej. Spodziewałem się potwierdzenia moich bardzo smutnych wniosków, które miały coraz mocniejsze uargumentowanie w rzeczywistości już od kwietnia. Myślałem, że bynajmniej nie bezzasadnie, choć mało oryginalnie ponarzekam na politykę PZW Kraków, znów pokłócę się z jakimś debilem łowiącym na robala. Nie mniej chciałem przedstawić aktualny stan rzeczy. Tymczasem to, co zastałem, dosłownie mnie zatkało. Niewiarygodne jest, jak „nalot” wędkarzy-kormoranów, do spółki z wieśniakami-kłusownikami może zmasakrować tak zasobną wydawało się wodę, gdzie jeszcze w zeszłym sezonie można było wziąć ze sobą drugą osobę Czytaj więcej [...]

Wiało, lało…

...i grzmiało. Nie znam wędkarzy, którzy zawsze wracają z tarczą. Cudów nie ma, szczególnie w naszych, polskich wodach. Tak też było i ostatnio. Przy okazji, nasunęła mi się taka refleksja, że jeśli ktoś jest przewodnikiem wędkarskim, to ma chyba bardzo stresujący zawód. Przynajmniej w naszych realiach. Osobiście, mając zakodowane jak najlepsze wykonanie pracy w danym momencie, chyba bym oszalał ze stresu, że klient nie połowi. I nie będzie zadowolony. Pewnie w Skandynawii, czy innych egzotycznych, niedotkniętych przesadnie cywilizacją i rękami PZW wodach, ma taka praca sens. U nas? Wątpię, choć w internecie tu i ówdzie takie osoby się ogłaszają. Ceny, jakie proponują, mnie przynajmniej, przygięły do ziemi, a biedakiem nie jestem. Nie wiem, może nie doceniam tych ludzi i łowienie pod ich opieką gwarantuje cuda. Ja jakoś w cuda nie wierzę. Są dni, kiedy ryby zupełnie nie biorą. I zdarza się tak pod każdą szerokością geograficzną. Pogoda Czytaj więcej [...]

13 – go w piątek

W ogóle nie jestem przesądny. Jeśli byłbym, to 13 byłoby szczęśliwą cyfrą. Jak miałbym inaczej sądzić, mieszkając pod takim numerem 28 lat? Większość z ludzi chyba też nie jest przesądna, nie mniej są specyficzne dni, kiedy można zauważyć duże zmiany w zachowaniu, szczególnie kierowców. Zawsze lepiej i milej jeździ się tuż przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem i właśnie w te piątki, gdy wypada 13-y. Ewidentnie uważamy w ten dzień. Tak też i było ostatnio. Płynna i spokojna jazda. O jakimś tam pechu można jednak wspomnieć. Wyjeżdżam do pracy – słońce i rześki ranek. Co się dzieje jak kończę? Totalnie się chmurzy. Nie mniej jest ciepło. Jadę po ojca i tuż przed 13.00 jesteśmy nad Wisłą. I co? Zaczyna padać. Zachmurzenie z tych beznadziejnych – jednolite, szare niebo. Wciskam się w spodniobuty. Akurat robi się znacznie chłodniej i to jest plusem. Mam tylko lekki zestaw, bo obserwując, jaka jest tu presja na bolki – odpuszczam Czytaj więcej [...]

W punkt

Przekonałem Agnieszkę, by odpuścić sobie teraz, latem jakieś wyjazdy w ciepłe kraje. Jak pozwoli sytuacja, to spróbujemy uderzyć w jakieś tropiki w ferie zimowe. Teraz mi szkoda. Szkoda każdego dnia, szczególnie ciepłego, jedynego w swoim rodzaju dnia nad Wielką Rzeką. Bo tylko Tu, o tej porze roku rzeka płynie z tym letnim, słowiańskim szmerem, jakiego nigdzie nie znajdę. To nie żaden patriotyzm. Po prostu jestem uzależniony od tych dźwięków, zapachów. I od boleni. Nie wiem jak to jest jesienią, nie umiem ich łowić jak jest zimno, ale teraz… Jak napisałem – szkoda każdego dnia. Wprawdzie daleko im jeszcze do tego szału z końca sierpnia, gdzie na raz łomoczą 3 - 4 rapy, a każda ma ponad 3kg i wtóruje im „chórek” iluś tam kilówek. Ale i tak jest cudownie. Teraz bywa trudniej, lecz za to każda ryba to taki wypracowany cel, takie utwierdzenie się, że taktyka była dobra. Trochę żal mi ryb, bo mam świadomość, jaki to dla nich piekielny Czytaj więcej [...]

Fuks

Ryby, podobnie jak ludzie bardzo różnią się w obrębie tego samego gatunku. Główne kryterium to wielkość do jakiej dorastają. Najlepiej widać to na przykładzie okoni.  Te z dużych, przejrzystych i głębokich zbiorników stojących, są całkiem inne - zazwyczaj dorastają do sporych rozmiarów, niż na ogół malutkie okonki z podgórskich rzeczek, czy stagnujących bajorek, w których za kilka lat żyć będzie tylko karaś. Mam szczęście, bo mieszkam w miejscu, z którego stosunkowo niedaleka droga do odcinka Wisły, zamieszkiwanego przez szczególną populację rap. Każdy kto zna górną Wisłę i łowi rapy, potwierdzi ten fakt. Ryby różnią się głównie masą. Kiedyś próbowałem ważyć typową 60-kę z tych upasionych i porównywałem z boleniami tej samej długości z odcinka o 50km niżej. Różnicą było dobre 25 deko, a bywało że prawie pół kilo. Poza tym, te „mutanty“ jak zwykli je nazywać zazdrośni chyba kibice - wędkarze, przy których Czytaj więcej [...]

Co słychać o 4.00 ?

Będzie o boleniowych fochach. Chyba każdy, kto w miarę regularnie łowi rapy, spotyka się z sytuacją, gdy nie biorą. No jakby je ktoś zaklął. Wiemy, że są, że muszą być, czasem je widzimy i guzik. Rzadko jednak bywa tak, by ryby ogłaszały strajk absolutny. W tym roku tak było. Piszę było, bo od kilku dni „stołówka“ żarłokom podrosła o te parę milimetrów i nabrała doświadczenia. Kończy się im powoli stanie w dobrym miejscu z otwarta japą i wciąganie wszystkiego jak odkurzacz. Jakoś nigdy nie miałem serca, a może umiejętności, by wyczaić co jest wtedy grane. Paweł będący nad wodą w zasadzie codziennie, rozszyfrował miejscowe bolki i jak mówi sprawdził „co jest trąfem“. Dodam jeszcze, że zdjęcia są spontanicznie robione telefonem, więc na niektórych trzeba się dopatrzeć małych przynęt w sporych paszczach. A, i jeszcze jedno, jakby ktoś szacował wielkość ryb: kolega jest w przeciwieństwie do mnie, naprawdę wielkim facetem. Od Czytaj więcej [...]