Letni mix – cz. III

Kolejny dzień nad Wisłą ale kilkadziesiąt kilometrów niżej. Pogoda taka, że nie wiedzieć co zabrać. Wygląda, że będzie padać - chmur coraz więcej i większych. Przy tym wszystkim bardzo ciepło. Po godzinie łowienia miałem zamiar wrócić. Na mój gust burza i to poważna, będzie na setkę. Nie było. Po 15-ej to się w ogóle wspaniale rozpogodziło. Nie zmieniło to faktu, że ryby brały dennie. Tzn. nie z dna tylko do kitu. Koryto Wisły tak się zmieniło na tym odcinku, że żeby połowić, to woda powinna być metr wyższa, albo jeszcze pół metra niższa. Cóż. Na to nie ma się wpływu. Pomimo upału wbijam się w krzaczory opaski. Otacza mnie natychmiast rój radośnie brzęczącego robactwa. Trwam dzielnie dalej. Wychodzę z wiklin na skraj wody. Znajomy wielki kij sterczy jak drogowskaz, pokazując na co można liczyć. Jak go nie widać , to na niewiele. Ale teraz wystaje jakieś 20cm. Rzucam z nadzieja. Mam branie. Wirówki uczepił się okonek. To rzadka Czytaj więcej [...]