Pazerność czyli walenie głupa

Jak wiecie, PZW odrzuciło pomysł wprowadzenia górnych wymiarów ochronnych. Jak jest z rybami, także wszyscy wiemy, zarówno wypuszczający ryby, jaki i zabierający je. Nie mam wątpliwości, że idzie to w złą stronę. Szczególnie, gdy non stop będą powtarzać się sytuacje jak poniżej…

Poprzednia niedziela. Około 16.30. Podbieram grubiutkiego, prawie miarowego potoczka. Dzwoni telefon. Paweł prosi mnie o nr do straży PZW. Numer, który on ma [komórka] nie odpowiada. Wysyłam mu więc drugi numer – też na komórkę, który mam. Po wszystkim Paweł relacjonuje.

Około 15.00 dostał cynk od kolegi, że nad Wisłą jest ekipa [3 dorosłych i 2 nieletnich] „wędkarzy”, którzy złowili około 130cm suma, a z racji nie mieszczenia się ryby w żadnej z posiadanych siat, uwiązali go na jakimś sznurze i „upalowali” na wysepce, na której byli. Paweł akurat ujeżdżał nowo nabyty jednoślad. Dzwoni więc od razu na nr do strażników, który od nich mamy, żeby móc w miarę szybko dać znać, gdyby była potrzeba. Wiadomo, że do PZW nie ma po co dzwonić w dni wolne, z resztą oni wiedzą, że nasze wody kipią od okazów, więc szkoda zawracać im głowę. Niestety numer milczy. Po chwili Paweł dzwoni na drugi numer, który mu wysłałem. Zastanawiająca cisza. Mocno wkurzony dzwoni na policję – 997. Dialog wyglądał mniej więcej tak:

– Dzień dobry. Proszę o interwencję [tu pada nazwa miejscowości]. Wędkujący przetrzymują rybę będącą w okresie ochronnym. Istnieje domniemanie, że zwierzak zostanie zabity, a powinien być natychmiast wypuszczony.

– W porządku, proszę podjechać na wskazane miejsce. Skieruję tam patrol – zaordynował dyspozytor.

– Proszę tylko uprzedzić kolegów – mówi Paweł – że ci ludzie są na wyspie.

Na to dzielny stróż prawa strapił się bardzo i powiedział, że to nie ma sensu, bo jego koledzy i tak nie dojdą. A w ogóle samo przetrzymywanie ryby nie jest przestępstwem. Paweł „zagotował” lekko i pyta:

– To co mam robić?

I otrzymał złotą wręcz myśl:

– Proszę zainterweniować samemu.

Mimo wielu wątpliwości i dużej frustracji takim obrotem sprawy, Paweł podjechał na miejsce i pofatygował się na oddaloną około 20m od brzegu mieliznę. Trafił idealnie, bo towarzystwo właśnie wyjmowało kolejnego suma – 90cm. Na widok Pawła, trochę skonfudowana ekipa, ostentacyjnie wypuszcza rybę. A kolega zagaja:

– A tego drugiego to chyba też wypuszczacie, nie?

Uuu, jakby śmiercią powiało po mieliźnie. „Wędkarze” z jednej strony totalnie zaskoczeni, z drugiej – widać – nieco poirytowani. Wszak jakieś 12kg czystego mięcha, uwiązanego dyskretnie, czekać miało zapewne do zmierzchu, by po cichu wynieść je na brzeg. Do tego nie wiedzą z kim mają do czynienia. Jest ich kilku, choć fakt – Paweł zdecydowanie może budzić respekt. W końcu po kilkunastu sekundach lodowatej ciszy, jeden z trójki dorosłych, przekalkulował widocznie zyski i ewentualne straty i wykazał się najbardziej idiotycznym, jakie dotąd słyszałem –  wytłumaczeniem takiej sytuacji. Mianowicie stwierdził, że fakt, mają suma, ale uwiązali go tylko na chwilę, bo czekają, aż ktoś przyjedzie do nich z aparatem. Polacy to bardzo pomysłowy naród. Trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach, na trzech dorosłych facetów, żaden nie ma przy sobie komórki…Nie czekając, na zapewne nigdy nie mającego się pojawić fotografa, Paweł wyjął telefon, zaordynował pozowanie z rybą jak tam chcą i pyknął tym matołom całą serię fotek.

Sum liczył dokładnie 137cm.

(fot. P.K.)

Ostatecznie ryba odpłynęła cała i zdrowa. Miała zwyczajnie kosmiczne szczęście, ale ile jest podobnych przypadków, których nikt nie widzi lub boi się zareagować [tu akurat się nie dziwię, bo nie każdy z nas ma do takich akcji predyspozycje]. Prawdopodobnie to był ten sam sum, który rozgiął mi hak po około 20 minutach zmagań trzy tygodnie temu, a naszemu wspólnemu znajomemu, też rozgiął haczyk, tylko po znacznie krótszym okresie. Wszystko w jednym i tym samym miejscu. Sumy mają tu ewidentne tarlisko. Kwestią czasu tylko, jak pojawi się tam kolejny burak z wędką i będzie „czekał” do nocy na fotografa. Rewelacyjne wytłumaczenie. Założę się, że jakby jakimś cudem sprawa trafiła do sądu, to zostałoby to wzięte pod uwagę przez tzw. wymiar sprawiedliwości. Jeszcze raz w tym miejscu, po raz nie wiem, który, odwołam się do niby policyjnego państwa, jakim są Stany Zjednoczone. Ci kolesie wracaliby w najlepszym wypadku pieszo [bo auto na ich koszt zostałoby odholowane na policyjny parking], a bardziej prawdopodobne, że radiowozem do aresztu, po czym lokalny sąd w zależności od prawa w danym stanie, w ciągu doby, a nie dalej niż trzech dni, ogłosiłby przepadek ruchomego mienia tych młotów, jakie przy nich znaleziona w chwili popełniania przestępstwa [auto, sprzęt itd.].

Nawiasem mówiąc, ten trick z fotografem, to jakaś nowość. Do tej pory dwa najgłupsze tłumaczenia jakie słyszałem, dotyczyły w podobnej sytuacji:

  • ciężko chorej wnuczki, której lekarz zaordynował, jeść duże ilości rybiego mięsa [tak tłumaczył się straszy facet, mający w  dwóch [!] siatach około 30kg leszczy; dodam, że nad wodę przyjechał około trzyletnim Focusem
  • kota, któremu zapobiegliwy właściciel „zmagazynował” w wielkiej siacie, nie pamiętam już dobrze 16 albo 17 około 1,5-2kg leszczy, z których, po grzecznej sugestii, większość jednak wypuścił

Nie zmienię swojego zdania. Jesteśmy społeczeństwem, któremu komuna skopała zupełnie poczucie przyzwoitości, a dziki kapitalizm w stylu jak z Ameryki Południowej jeszcze bardziej, nakręca takie zachowania. Niestety. I niezależnie, czy bierzemy ryby, czy nie, podobni, jak wyżej opisani ludzie są zwykłymi kłusownikami.

(fot. P.K.)

Wiem, że nie da się tego zmienić z dnia na dzień, tym bardziej, gdy PZW ma głęboko w tyle takie działania. Najzwyczajniej nie chcą byśmy łowili duże ryby. Niby jest nadzieja w młodzieży, która faktycznie w znaczącej części ulega modzie, jak chcą niektórzy, a moim zdaniem przerasta swoich rodziców pod kątem rozumienia świata, tylko dlaczego będzie normalnie, jak będę miał 60 lat o ile dożyję?

Dwóch rzeczy nie mogę jednak odpuścić.

  1. Jakim cudem telefony strażników milczą w weekend, kiedy powinni być dyspozycyjni i w gotowości na 100%. Wszak wtedy ludzie ruszają tłumnie nad wody. Chyba, że ich nadrzędnym zadaniem jest pilnowanie kolejnego wspólnotowego stawu? Jeśli tak jest, to znów powtórzę: niech PZW odda wody płynące, skoro nie jest w stanie ich pilnować. Niech ich nie zarybia i w ogóle niech  je odpuści. Znajdą się ludzie, którzy wezmą je w swoją opiekę, wprowadzą górne wymiary, kłusowników i wędkarzy-idiotów będą spławiać z nurtem [znam takie przypadki, choć to kryminałem śmierdzi] i trzeba będzie za to trochę zapłacić. Ja, jeśli taka była by rzeczywistość, natychmiast podaruję sobie PZW.
  2. Ciekaw jestem, co by było, co zrobiłby policjant [policja] – wszak zgłoszenia są nagrywane, który zasugerował Pawłowi interweniować samemu, gdyby sprawy potoczyły się inaczej. Przecież ludzie reagują różnie…Nie chce mi się wierzyć, że „wędkarze” z wyspy, przynajmniej jeden z nich nie wyszedłby z wody na brzeg na wezwanie funkcjonariuszy…

Zakładając tę stronę nie miałem zamiaru podpinać się pod ustawiczną krytykę PZW. Nawet miejscami chwaliłem pojedyncze działania. Ale niestety nie da się. A w zanadrzu mam takie „perełki“, że głowa staje w poprzek… Mam nadzieję, że następny tekst będzie po prostu o spinningowaniu.

P.S. Dwa dni później, ta sama ekipa tylko pod wieczór przyjechała z wiadrem uklejek. Auta zaparkowali nad samym brzegiem, pewnie żeby było bliżej. Kto ich sprawdzi w nocy? No i sami powiedzcie, będzie dobrze?

2 myśli nt. „Pazerność czyli walenie głupa

  1. na policje widać nie można nigdzie liczyć. Sytuacja sprzed 3 dni:

    Przechodziłem przez most na Dąbiu,patrze w strone Wisły zobaczyć stn wody, a tam… 3 gości,łyse łepki łowia 20-30 metrów poniżej zapory! Dzwonie na policje i równoczesnie na straż miejsą żeby zwieszyć szanse szybkiego przyjazdu. W oby przypadkach usłyszałem ” już wysyłamy patrol”. Czas mijał,a zadna z wezwanych słuzb sie nie pojawiła… po 90 minutach (?!) oddzwaniają z policji pytajac ” co to znaczy prawy brzeg Wisły?” No ja j***e… wytłumaczyłem,nawet poczekałem aż przyjadą. Nie ma ich i nie ma. W końcu goście się zabrali z siatą (najprawdopodobniej sandaczy- nie widziałem dobrze) ryb i poszli. Zadzwpniłem znów do niebieskich odwołujac akcje z wyrzutami- ilez można czekac! usłyszałem tylko tłumaczenie,że mają dużo innej pracy…………..
    Ręce opadają….

    p.s. Gratulacje dla Pawła za postawe i interwencje,obawiam się jednak,ze sum może nie przeżyć wypuszczenia. Taki sum to już jest „pare kilo” i trzymanie go za żuchwe w pionowej,bezwładnej pozycji mogło złamać kręgosłup rybie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *