Długi weekend – III część

2 maja Nie ma pomyłki. Odpuściłem po raz pierwszy święto rapy i szczupaka. Wprawdzie rozważałem, że jak by się schłodziło i było niekoniecznie słonecznie, to wsiadam w pływadło i straszę zębacze, a jak słońce by nas nie opuściło, to połażę za boleniem. Słońce pozostało, podobnie jak 30 stopni na termometrze. W połączeniu z absolutnym błękitem, zniechęciło mnie to zupełnie. Zrobiłem dobrze. Z wieści z nad wody od znajomych wynikało, że ryba nie tyle słabo żeruje, co przestała całkowicie jeść. Nawet wujek [w mojej rodzinie, to częsta „dewiacja”], który postawił na komercyjne łowisko i drobnicę, od bladego świtu do południa doczekał się kilku leszczyków wielkości dłoni… Wśród spinningistów, z którymi mam kontakt, nikt nie pochwalił się czymkolwiek – fakt, że wszyscy byli tylko nad Wisłą. Może mniejsze rzeki były hojniejsze. W nocy z pierwszego na drugiego u mnie burza i zachodni wiatr! Z wrażenia nie mogę spać. Czytaj więcej [...]