Długi weekend – cz. I

Obiecywałem sobie, jak zwykle każdy z nas w takiej sytuacji – dużo. Zacząłem już 26 kwietnia. Wprawdzie źle znoszę „szarpane” wędkowanie, taki miks: praca-ryby w ten sam dzień, ale się przemogłem. Pogoda, wtedy jeszcze nie budząca obaw – w końcu to była rozgrzewka – taka sobie, raczej niewędkarska: wiatr wschodni, zero chmur. Rano, jak wyjeżdżałem było rześkie 12 stopni, ale po dojściu nad bajorko kleniowe, czyli wraz z drogą autem, po około 20 minutach, temperatura wynosiła już 18 stopni. W przeciwieństwie do poprzedniego tu wypadu, woda była czysta i niższa o jakieś 25cm, czyli jak na ten akwen bardzo niska. Można było ogarnąć całość pniakowiska i innych zaczepów. Nie będąc zainteresowanym super małymi tutaj okoniami, nawet nie zabrałem mikrojigów ani gumek. Na wodzie sporo niewielkich kloneczków do 20cm. Nigdzie ani śladu tych większych. Widząc w dość dużej odległości wyraźne zmarszczenie wody, sunące w cieniu rosnących Czytaj więcej [...]