Susza…

Od razu powiem Wam, że cudów, to ja ostatnio nie miałem, co nie oznacza, ze inni nie łowią. Maj jest super, ale w maju studenci mają juwenalia. No i sporo się bujam tu i ówdzie z kolegami z zespołu, ale na ryby jakby mniej czasu. Nie znaczy, że nie łowię. Bywam nawet dość często, tyle, że na najbliższych wodach, a tam łatwo nie jest. Maj jest/był w naszej szerokości geograficznej na ogół miesiącem raczej mokrym i zazwyczaj martwiłem się o to, czy będzie słońce. W tym roku marzyłem o większym deszczu, który finalnie się nie pojawił. Powiedzieć, że panuje susza nie jest nadużyciem. Poziom wody, nawet w Wiśle jest śmiesznie  niski. W miejscu, gdzie o tej porze raczej nie pokuszę się o próbę przejścia na drugą stronę w spodniobutach, ostatnio przeszedłem w ...woderach. Jest naprawdę problematycznie niski stan. Z braku czasu skoncentrowałem się na pstrążkach i kleniach w leśnym bajorze. Szło jak po grudzie, choć też brakło szczęścia, Czytaj więcej [...]

Pazerność czyli walenie głupa

Jak wiecie, PZW odrzuciło pomysł wprowadzenia górnych wymiarów ochronnych. Jak jest z rybami, także wszyscy wiemy, zarówno wypuszczający ryby, jaki i zabierający je. Nie mam wątpliwości, że idzie to w złą stronę. Szczególnie, gdy non stop będą powtarzać się sytuacje jak poniżej... Poprzednia niedziela. Około 16.30. Podbieram grubiutkiego, prawie miarowego potoczka. Dzwoni telefon. Paweł prosi mnie o nr do straży PZW. Numer, który on ma [komórka] nie odpowiada. Wysyłam mu więc drugi numer – też na komórkę, który mam. Po wszystkim Paweł relacjonuje. Około 15.00 dostał cynk od kolegi, że nad Wisłą jest ekipa [3 dorosłych i 2 nieletnich] „wędkarzy”, którzy złowili około 130cm suma, a z racji nie mieszczenia się ryby w żadnej z posiadanych siat, uwiązali go na jakimś sznurze i „upalowali” na wysepce, na której byli. Paweł akurat ujeżdżał nowo nabyty jednoślad. Dzwoni więc od razu na nr do strażników, który od nich mamy, żeby Czytaj więcej [...]

Co kogo boli…

Cieszę  się niezmiernie, naprawdę się cieszę, bo bardzo wzrasta ilość wejść na tę stronkę. Pojawia się coraz więcej nowych osób, które, jak widzę w statystykach, będą tu zaglądać częściej. Bardzo mnie zaskakuje fakt regularnych odwiedzin obcokrajowców, którzy mogą sobie pooglądać jedynie zdjęcia, bo nie sądzę by Giuseppe, czy Sakuro znał polski, co najwyżej może mi wysłać mail, a i to by był po angielsku, bo w tym języku daję radę.  Pojawiła się też  grupa Polaków, mieszkających na co dzień w Norwegii, Anglii czy Irlandii. Cieszy to, iż wielu z nich przejmuje, tamtejsze dobre zwyczaje wypuszczania ryb. Obawiam się tylko, że raczej nie przeszczepią ich na nasz grunt, bo chyba nie wrócą do kraju na stałe. Otrzymałem także, dosłownie w ostatnich dniach, kilkanaście bardzo krytycznych maili i wpisów, w tym kilka najzwyczajniej niezbyt sensownych [myślę zarówno o sposobie argumentacji, jak i ich formie]. Ponieważ z chwilą, gdy Czytaj więcej [...]

Smakosz

Jak wszystkim wiadomo, sezon boleniowy trwa. Niektórzy twierdzą, że to jego najlepsza część. Dla mnie wprawdzie, najlepszym miesiącem był zawsze sierpień, zwłaszcza jego końcówka, choć przyznam, że największe sztuki łowiłem w lipcu. Ostatnio, kumpel mieszkający nad Wisłą [ach, jak ja mu zazdroszczę!], podsyłał mi prawie co dzień fotki bolków. Rybki całkiem okazałe, bo niektóre pod trzy kilo. Klenie, jak wiecie z poprzedniego wpisu, nie tyle mnie zignorowały, co były lepsze, więc poszedłem utopić swój niedosyt w Wiśle. Zeszły piątek miał być ostatnim, ciepłym dniem przed nadejściem chłodów, które rzeczywiście nastąpiły. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, jeden z maturzystów, któremu ze względu na kłopoty ze wzrokiem, przysługiwał znacznie dłuższy czas walki z arkuszem egzaminacyjnym, nie skorzystał z tego przywileju, co zaowocowało wolnością dwie godziny wcześniej niż zakładałem. W efekcie, w strefie „zero” pojawiłem Czytaj więcej [...]

Do trzech razy…

Rzecz będzie o kleniach, a raczej o kleniskach. Zanim zacznę, to małe ostrzeżenie. Kupiłem ostatnio sporo gratów do łowienia, w tym plecionki i kotwice. O tym dwa zdania. Mam wadę: otóż nigdy nie pamiętam marek produktów, a opakowania natychmiast wyrzucam. Tylko dlatego obejdzie się bez podawania producentów, a chętnie bym im wystawił fatalną ocenę, po tym, co miałem przez ostatnie dni. Trzy lata temu kupiłem plecionkę 10-kę. Niestety też nie pamiętam marki. Fakt, że za 150m dałem sporo kasy, ale nawet nie miałem cienia obaw, jak holowałem na niej metrowego suma, czy mojego największego bolenia. Miała bodajże 6,2kg wytrzymałości. Miała tyle rzeczywiście. Niestety, trzeciego sezonu nie będzie, bo się skosmaciła, [co jest naturalne po tak długiej eksploatacji] i pozostało mi może 50m. Poszła w kosz, a ja do mojego ulubionego sklepu wędkarskiego. Kupiłem jakąś plecionkę za 70zł [110m]. Wytrzymałość liniowa 5,9kg. Owszem, rzuty były kosmicznie Czytaj więcej [...]

Do wioseł!

Przeżywałem dużą rozterkę. Gdzie jechać? Ostatnie wyjazdy, pokazywały, że z braniami [a nie podcinkami] jest słabo. Do tego zbliżała się pełnia, która wypadała z soboty na niedzielę. Niespecjalnie przejmuję się fazami księżyca, lecz w centralny dzień pełni tylko jeden jedyny raz połowiłem. Było to w czerwcu 2004r, a Wisła wtedy była podniesiona ze 2m i niosła brązową wodę. Może dlatego ryby były aktywne. Za każdym innym wypadem w pełnię, była mega kicha. Miałem już duże ciśnienie, by rozpocząć sezon pontonowy. Pływadło odkurzone po zimie, stało już od ponad tygodnia. Echo naładowane… W zasadzie, to nie miałbym wątpliwości, co zrobić. Poszedłbym na łatwiznę i wybrał Kryspinów, gdyby nie problemy z parkingiem. W tym roku zasypano/rozkopano tzw. wędkarski parking od północy i pozostał jedynie betonowy, który bywa zapchany na amen w weekendy, a na dodatek zamykany i otwierany w godzinach mało wędkarskich, oraz rozkopane pobocza Czytaj więcej [...]

Długi weekend – III część

2 maja Nie ma pomyłki. Odpuściłem po raz pierwszy święto rapy i szczupaka. Wprawdzie rozważałem, że jak by się schłodziło i było niekoniecznie słonecznie, to wsiadam w pływadło i straszę zębacze, a jak słońce by nas nie opuściło, to połażę za boleniem. Słońce pozostało, podobnie jak 30 stopni na termometrze. W połączeniu z absolutnym błękitem, zniechęciło mnie to zupełnie. Zrobiłem dobrze. Z wieści z nad wody od znajomych wynikało, że ryba nie tyle słabo żeruje, co przestała całkowicie jeść. Nawet wujek [w mojej rodzinie, to częsta „dewiacja”], który postawił na komercyjne łowisko i drobnicę, od bladego świtu do południa doczekał się kilku leszczyków wielkości dłoni… Wśród spinningistów, z którymi mam kontakt, nikt nie pochwalił się czymkolwiek – fakt, że wszyscy byli tylko nad Wisłą. Może mniejsze rzeki były hojniejsze. W nocy z pierwszego na drugiego u mnie burza i zachodni wiatr! Z wrażenia nie mogę spać. Czytaj więcej [...]

Długi weekend – część II

29 kwietnia Jak pewnie wiecie, lato rozgościło się na całego. Jakiekolwiek nie do końca normalne temperatury dla danej pory roku, na ogół nie sprzyjają nam – wędkarzom. Może zimą jest ciut inaczej, bo tu zdecydowany skok temperatur w górę, ożywia nieco, stalowo-szare nurty…Tutaj można mi zarzucić, że przecież bywały różne majowe weekendy, upalne także. Zgadzam się, z tym, że czym innym jest skok z 15 stopni na 30, a czym innym harmonijne przechodzenie z temperatur – nazwijmy je wiosennymi, do letnich. Ostatnie dwie akcje nad wodą z mało zadowalającymi mnie wynikami, spowodowały, że odpuściłem wielką rzekę, uznając, iż ruski wyż, który zawisł nad nami, podtrzyma karpiowate drapieżniki w nadąsanym nastroju. Mając dosyć upału ruszyłem na pstrągi. Są to moim zdaniem, ryby najmniej podatne na warunki pogodowe. Oczywiście, totalna lampa i realnie odczuwalne 30 stopni, studzi kropkowańce, ale znacznie, znacznie mniej niż rozkapryszone jazie Czytaj więcej [...]

Długi weekend – cz. I

Obiecywałem sobie, jak zwykle każdy z nas w takiej sytuacji – dużo. Zacząłem już 26 kwietnia. Wprawdzie źle znoszę „szarpane” wędkowanie, taki miks: praca-ryby w ten sam dzień, ale się przemogłem. Pogoda, wtedy jeszcze nie budząca obaw – w końcu to była rozgrzewka – taka sobie, raczej niewędkarska: wiatr wschodni, zero chmur. Rano, jak wyjeżdżałem było rześkie 12 stopni, ale po dojściu nad bajorko kleniowe, czyli wraz z drogą autem, po około 20 minutach, temperatura wynosiła już 18 stopni. W przeciwieństwie do poprzedniego tu wypadu, woda była czysta i niższa o jakieś 25cm, czyli jak na ten akwen bardzo niska. Można było ogarnąć całość pniakowiska i innych zaczepów. Nie będąc zainteresowanym super małymi tutaj okoniami, nawet nie zabrałem mikrojigów ani gumek. Na wodzie sporo niewielkich kloneczków do 20cm. Nigdzie ani śladu tych większych. Widząc w dość dużej odległości wyraźne zmarszczenie wody, sunące w cieniu rosnących Czytaj więcej [...]

Jak się sprawy mają…

Dziś jest 1 maja. Jestem skonany po trzech, ostatnich dniach godzenia pracy z rybami, które ze względu na pogodę [poza kropkami], miały gdzieś moje starania. Tzn. nie było zupełnej kaszany, ale liczyłem na znacznie, znacznie więcej. Szczegóły wkrótce. Tak, więc to pierwszy 1 Maja, który z własnego wyboru spędzę sobie w domu, gromadząc siły na lepszą pogodę. Korzystając z przerwy i materiałów – w tym zdjęciowych, które otrzymałem od kilkunastu spinningistów i muszkarzy, małe podsumowanie, dotyczące Rudawy i mieszańców, które tam się „pojawiły” w tym sezonie. Wiem, że praktycznie dotyczy to stosunkowo wąskiej grupy spinningistów, ale może przedstawione fakty, rzucą pewne światło na tego rodzaju „zdarzenia” w innych częściach kraju. Oczywiście nie będą to wnioski ostateczne – te mam zamiar przedstawić pod koniec sezonu, kiedy powiem pod adresem PZW Kraków – sprawdzam. Na chwilę obecną mam bardzo mieszane uczucia i obawiam Czytaj więcej [...]