Maroko – fajna wyprawa [prawie] bez ryb. Część I

Pierwszą połowę sierpnia zeszłego roku, spędziłem, w dużym stopniu na życzenie mojej piękniejszej połowy w Maroku. Takie romantyczno-sentymentalne, kobiece ciągotki. Po szybkim przeanalizowaniu co i jak zgodziłem się. W końcu tam też jest woda.

Parę słów o specyfice kraju.

Maroko mnie bardzo zaskoczyło. Ogromną swobodą. Miasta na wybrzeżu nie różnią się od tych w Europie. Marokanki w szortach, miniówkach z makijażem, całowanie się na ulicy, trzymanie z chłopakiem za rękę. Norma. A był Ramadan – taki bardzo ważny dla muzułmanów okres. W głębi lądu jest nieco bardziej powściągliwie, lecz nadal normalnie z naszego punktu widzenia. Wsie są konserwatywne o tyle o ile są to wsie arabskie. Berberowie żyją wg własnych tradycji, co nie znaczy, że podobnie do nas. Od razu powiem, że poza wysokimi górami, to Araba od Berbera raczej nie rozróżni niewprawne oko okazjonalnego turysty. Tylko w górach właśnie trafiają się ludzie o jasnych włosach – takich akurat nie widziałem, oraz mający niebieskie lub zielone oczy. Tych ostatnich, jasnookich osobników widuje się częściej. Czytaj dalej…

Jedna myśl nt. „Maroko – fajna wyprawa [prawie] bez ryb. Część I

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *