W bogactwie nadzieja…

Jeśli czytasz ten tekst, to tak naprawdę jest już nieźle. Dlaczego? Bo chyba się nie zraziłeś przewodnią ideą mojej strony [C&R], albo się z nią zgadzasz. W najgorszym wypadku zgadzasz się częściowo. Mam na myśli propagowanie daleko idącego umiaru w zabieraniu ryb, a wręcz naciskanie na wypuszczanie wszystkich. To odważne i ryzykowne zarazem. Marketingowo patrząc, to można stracić wielu potencjalnych odbiorców, gdy większość [nielicznych z resztą magazynów/portali o bliskiej nam tematyce], kunktatorsko lansuje model „weź ile ci potrzeba” - dla wielu oznacza to „wszystko co złowię”, a tuba propagandowa niezniszczalnego chyba związku, między wierszami [regulamin], zwyczajnie rozgrzesza i przyzwala na wydarcie z wody wszystkiego co możliwe. Zaskakującym, pozytywnym wyjątkiem jest, że najczęściej WŚ pierwszy  pisze o różnego rodzaju akcjach, pomysłach itp. projektach, a dopiero potem gdzieś indziej, ktoś tam coś stęknie i to na ogół Czytaj więcej [...]